Ośrodek Fundacji "Światło-Życie" w Warszawie

Chodzenie po wodach śmierci

No bo czy Wielkie Jeziora Mazurskie można nazywać inaczej po wydarzeniach z sierpnia? Ale to nie jedyna przyczyna. Zaokrętowałem się na „be happy” w piątek wieczorem, noc minęła spokojnie bo choć portem wyjścia były Mikołajki (cit!) to już po sezonie, a wiec bez nocnych „zabaw”. Poranek powitał nas dzwonieniem masztów, i nadchodzącym frontem atmosferycznym. Zupełnie inna pogada niż rok temu. Wychodzimy z portu odkładając śniadanie na bliżej nieokreślone „potem” wszak wieje. Wiatr jest bardzo nierówny, kręci, przyszkwala, raz prawie zanika ale posuwamy się do przodu. Nawet dość szybko. Plan na dzień dzisiejszy to „tak daleko jak się da”. Pierwsza burza dopada nas na skrzyżowaniu szlaków Mikołajki-Ruciane-Sniardwy. Wiatr uderza bez ostrzeżenia, robi się z niego grube 6, zaczyna padać deszcz, potem grad. W cieśninie mija nas statek Zeglugi Mazurskiej, ludzie jakoś tak dziwnie się na nas patrzą, pokazują palcami i w ogóle, a mamy ledwie 30st przechyłu! W śluzie na Guziance jakiś człowiek krzyczy „Lis mówił w TVNie ze o 14 będzię burza!”, Lis w TVN? Ignorujemy, po froncie nie ma śladu, niebo ma piękny kolor… do 13. Idziemy jednym halsem przez cale Ruciane, kiedy dopływamy do Zamordej jedno jest pewne, będzie sztorm! Niebo na zachodzie ma nieprzyjemny kolor, raz po raz zrywa się szkwał. Refujemy grota i gnamy na koniec zatoki. Za późno. Może 300m przed zbawczym przylądkiem dostajemy dobre 8, wiatr zrywa się prawie do 80km/h fala rośnie błyskawicznie do prawie metra, obraca nas bokiem do wiatru, tracimy prędkość, bom zanurza się w wodzie, przez prawa burtę można pooglądać miecz. Puszczamy żagle w łopot, niewiele to daje ale jednak coś, w 5-ciu wisimy przez prawa burtę starając się przebalastować łódź, za sterem Krzyś (DK Otwock) na nic nie zważając uwagi stara się ustawić nas na wiatr, bez reakcji. Tuz przed nami przepływa jakaś mała łódka, idzie pełnym wiatrem z jakąś niesamowita prędkością i zerwanym fokiem powiewającym zupełnie nie w tym kierunku…. Powoli odzyskujemy kontrole, chowamy się do malej zatoki, nad nami resztki chmur pędzą na wschód, dookoła cisza i lekki wiatr, kilkanaście metrów za nami jezioro wciąż szaleje, przyglądamy się jak na drugim końcu zatoki inny jacht walczy z fala i wiatrem, jest mniejszy niż my, ale i wiatr już słabnie choć widać że to nie koniec przygód na ten dzień. Wiatr i deszcz towarzysza nam do końca dnia, dopływamy tak daleko jak się da, kiedy głębokość spada do 1.2m zawracamy, przy tej pogodzie bez miecza nie przejdziemy ostatniej cieśniny, koniec Rucianego znów okazał się za daleko. Wracamy na Zamordeje, kończymy dzień Eucharystia i ogniskiem. Pozostałe dwa dni mijają już bez takich „emocji”. W niedziele rano dostajemy wiadomość o śmierci x.Jana Murziaka (proboszcz Jarka z DK Józefów). Uczestniczymy w Eucharystii również w jego intencji, i znów w Piaskach. Wiosna to tu zakończył rejs Andrzej (Marysin) kiedy tuż przed Eucharystia dowiedział się o śmierci brata. Choć idziemy z dobrym wiatrem nie udaje nam się dopłynąć do Giżycka, w ciemności wychodzimy z ostatniego kanału na Jagodne i po omacku szukamy wejścia do Górkła, ratuje nas echosonda, idziemy wąskim kanałem prawie 2 km. Dobrze ze jako tako znamy ten port. Poniedziałek to idealny dzień, stabilny wiatr, choć nieco za słaby dla naszego potwora, ciepło (wreszcie). Płyniemy do Giżycka, potem starym kanałem na Kisajny i Dargin.
I po co to wszystko? To nie jest taki sobie rejs. Bez względu na doświadczenia żeglarskie, jeździmy z dwóch powodów. Jest to czas rekolekcji dla mężczyzn, słuchamy i modlimy się w trakcie, czasem w ekstremalnych warunkach, staramy się mówić o naszym spotkaniu z Bogiem tym których spotykamy w portach czy przystaniach. Ten rejs zaowocował spotkaniem szczególnym, z Tadeuszem i Basia instruktorami żeglarstwa. Mogliśmy widzieć jak Bóg zapragnął wejść w ich życie wykorzystując nasza obecność. Oczyścił przez sakrament pojednania ich małżeństwo i rodzinę. Czasem tak jak wszędzie spotykamy się z niechęcią czy delikatna odmowa, czasem ostatnie chwile nadają wyprawie i wysiłkowi dodatkowego sensu. I choć te działania maja tak malutka skale, to czyż nie warto szukać tej jednej owieczki nawet na tak olbrzymim akwenie?

Giżycko 2007

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2020 Ośrodek Fundacji "Światło-Życie" w Warszawie

Theme by Anders Norén