Ośrodek Fundacji "Światło-Życie" w Warszawie

6 dni 7 nocy

Środa. Wczesne popołudnie. Droga wylotowa z Wesołej do Starej Miłosnej. Ruch pewnie taki jak zwykle, ale padający śnieg ogranicza prędkość aut. Na prawym poboczy stoi brodaty mężczyzna z podnośnikiem w ręku i macha na przejeżdżające samochody. Powoli dotaczam się do niego, uchylam okno i pytam czy mogę jakoś pomóc.

– Nie możemy z kolegą poradzić sobie z wymianą koła.

Parkuję samochód wkładam czapkę i idę zobaczyć co się stało. Klasyczna guma. Nic nadzwyczajnego.

– Ma Pan klucz? – pytam.

Kierowca pokazuje mi coś, co pewnie było w standardowym wyposażeniu jego samochodu. Wracam do swojego auta i wyciągam z bagażnika coś, czym da się odkręcić śruby. Pewnie w czołgu też. Klękam przy tylnym błotniku i bez zbędnego gadania biorę się za odkręcanie koła. Nagle słyszę tekst zupełnie oderwany od otaczającej nas rzeczywistości.

– No to chyba go mamy.

Podnoszę głowę lekko zdziwiony. Zza innego auta, zaparkowanego 20-30 metrów dalej po drugiej stronie drogi, wyłania się dwóch mężczyzn i rusza biegiem w moją stronę…

Trudno wyobrazić sobie lepszy początek rekolekcji ignacjańskich, na które ruszam po raz dziesiąty. Ale to pierwsze rekolekcje, na które jadę bez bagażu problemów, spraw do załatwienia, oczekiwań, bez przywiązania do ran, bez stresu związanego z pracą. W zasadzie jadę pusty. Ale jadę, tak jak w każdy (prawie) pierwszy tydzień adwentu od wielu lat. Nie wiem też, że to zdanie nieznajomego mężczyzny wypowiedziane na poboczu, że właśnie ono te rekolekcje rozpoczęło.

Klasztor Sióstr Matki Bożej Wielkiego Zawierzenia w Bliznem znam dobrze. Nawet pokój, który dostaję zajmowałem już wcześniej. Po kolacji siadam z siostrą Agatą i opowiadam co u mnie. Kiedy kończę pada zasadnicze pytanie.

– To co robimy, Panie Mikołaju?

– Może czwarty tydzień?

– W zasadzie to nie widzę przeszkód. Rok chyba był wystarczająco ciekawy, żeby tu odpocząć.

Czwarty tydzień, to w skrócie i z pewnym uproszczeniem, wezwanie do głoszenia kerygmatu. Do włączenia się w dzieło ewangelizacji. Czyli coś, co nie do końca jest moje. Co sprawia mi trud. Co nie jest mi wkorzenione. Z czym, za każdym razem kiedy staję przed taką koniecznością, radzę sobie słabo. Co nie jest moim ukochanym darem, charyzmatem. Ale teksty z Dziejów Apostolskich, które towarzyszą medytacjom, są jednymi z moich ukochanych. Święty Piotr głoszący słowo w dniu pięćdziesiątnicy czy przed Sanhedrynem. Czytane w okresie wielkanocnym są dla mnie niezwykle wzruszające.

Mijają dni. Dzieje się wiele. Obrazy, słowa, refleksje, notatki (gdzieś na ich marginesie powstaje kolejna ikona). Wracają wspomnienia z Tabga, miejsca wspólnego śniadania Jezusa z Apostołami. Czasem dosłownie siedzę na ulicach starej Jerozolimy, wzgórza Syjon, patrzę na jezioro Galilejskie. I wiem, dobrze wiem, gdzie to wszystko mnie prowadzi.

Czwartego dnia dochodzę do tego wezwania. Siać Słowo Boże. Siać nawet jeżeli nie będziesz zbierał. Siać, bo kto jak nie ty. Siać bo na to jest czas teraz. Siać, bo do tego jesteśmy powołani. Powołani. Powołani? Zaraz. Otwieram List do Rzymian, nie to nie tu. Pierwszy do Koryntian! Już mam i czytam:

I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów…

Po kolei odrzucam te określenia nie odnajdując się w nich. Ale wiem, że to tam powinno być. I wtedy pojawiają się dwa niewiele znaczące słowa. Dar mniejszy. I to jest jak przywalenie młotem. Domyka mi się prawie dziesięć lat pracy. Masa rzeczy staje się jasnymi, gdzieś wewnątrz następuje uporządkowanie. Wszystkie klocki wpadają na swoje miejsce. Jeszcze tylko rzut okiem na szósty rozdział z Dziejów Apostolskich. Tak dla pewności.

Goście dopadają mnie w ciągu kilku sekund. Nie mam czasu na ogarnięcie się. Lampa od kamery wali mi prosto w oczy, podetknięty mikrofon pod nos nie pozwala się skupić.

– Dlaczego się Pan zatrzymał?

Dukam coś, że kierowca potrzebował pomocy a mogłem więc…

– No dobrze, ale inni się nie zatrzymują.

Tu zaczynamy wracać na moje podwórko. Robię głębszy oddech i tłumaczę, że nie można oceniać ludzi, dlatego, że się nie zatrzymują. Nie wiemy dlaczego, jakie maja powody, co się z nimi dzieje.

– No dobrze. Ale dlaczego chce Pan pomagać ludziom?

Sześć dni! Tyle mi zajęło znalezienie odpowiedzi na to pytanie. Żeby w Pierwszym Liście do Koryntian przeczytać „niosących pomoc”. Do tego powołał mnie Chrystus. A kim jest Chrystus? A to proste! Zapytajcie Apostołów.

Ok. To było trochę więcej niż sześć dni. W zasadzie sporo ponad trzydzieści lat.

Na rekolekcjach ignacjańskich nie siedzi się cały dzień w kaplicy czy pokoju. Można wyjść na zewnątrz:)

Next Post

Leave a Reply

© 2024 Ośrodek Fundacji "Światło-Życie" w Warszawie

Theme by Anders Norén